poniedziałek, 27 czerwca 2011

Szydełkowa robota..

Kupiłam jakiś czas temu w sklepie z zasłonami gotowe, płócienne serwetki. Okrągły kształt, średnica ok. 30 cm (całkiem spore), ładnie wykończone maszynowym ściegiem. Zaniosłam te serwetki do mojej haftującej Mamy z zapytaniem, co z taka ilością materiału możemy zrobić.. :). Niewiele myśląc Mama chwyciła za szydełko ( wcześniej twierdząc, że już zupełnie zapomniała jako to się robi i takie tam...). Serwetki powstawały w błyskawicznym tempie..

Dla mnie komplet ( 6 szt. ) białych  (na poniższym zdjęciu widać 1/4 wielkości)


Dla mnie są naprawdę piękne.. zastanawiam się tylko (doradzcie proszę!) czy zostawić je w takim stanie, czy może wyhaftować na nich jakiś mały wzorek (Mama na swoich haftuje drobny kwiatek).



I mój niebieski komplecik..


Mama lubi kolorowo, więc kończy w tej chwili dla siebie zielone i brązowe..



Nie wiem jak Wam, ale mi bardzo się podobają te serweteczki. Są takie.. babcine, staroświeckie nieco z tym szydełkowym wykończeniem, no i przypominają mi jak za dawnych dziecięcych lat, Mama szydełkowała nam w taki sposób chusteczki do nosa..:).

I jeszcze pytanko. Brakuje mi bardzo wzorów do haftu płaskiego, richelieu, gdybyście mogły polecić jakieś strony, książki, czasopisma byłabym bardzo wdzięczna!

Dobrego tygodnia!

niedziela, 26 czerwca 2011

Pora na odpoczynek i bociania rodzina..

W czwartek rozpoczął się mój długi urlop. Wyczekany i bardzo potrzebny.. Każdy kto nie zna specyfiki pracy w szkolnictwie, myśli często: "takim to dobrze", dwa miesiące płatnego leniuchowania.. Ale uwierzcie mi - na co dzień to naprawdę ciężka robota, bo nie jest prosto w czasach które mamy, wychowywać i uczyć.
Zatem zbieram siły, łapię dystans, aby móc na nowo z poczuciem sensu i przyjemności wrócić do rzeczywistości,  którą na chwilę obecną wybrałam..

A tymczasem od czwartku zdążyłam już zawitać do Krakowa. Drobne zakupy (o tym przy okazji), spacer po rynku, pyszny obiad w gruzińskiej restauracji .. niby kilka godzin,ale bardzo przyjemnych. Szkoda, że nie miałam aparatu, aby móc zatrzymać w kadrze te chwile.


Ogrodowe aktualności


Po powrocie z Krakowa, weekendowy wypoczynek  na wsi  i niecodzienne, smutne zdarzenie. Odkąd się sięgnę pamięcią na słupie energetycznym blisko domu dziadków (i teraz naszej działki)  zawsze było gniazdo bocianie. Każdego roku przylatywała tam para boćków. Ich widok zawsze cieszy nasze oczy, to bardzo piękne i mądre ptaki. Dla mnie symbol wiejskiego krajobrazu.


Nie mamy pojęcia jak to się stało, ale dorosly bociek zahaczył prawdopodobnie swoim wielkim skrzydłem o druty energetyczne i obciął sobie jedno skrzydło. Widok okrutny. Bocian znalazl sie na naszym ogrodzie, oszołomiony, zakrwawiony, biedny. Soltys wezwał ekipę, która przyjechała z siatkami i zabrali bidulę ze sobą. Nawet nie wiecie jak mi żal tego boćka. Widok tej bocianiej rodziny był piękny! 
Teraz wątpię, aby po takim uszkodzeniu ptak mógł jeszcze  kiedykolwiek latać. Co się z nim teraz dzieje? Czy drugi bocian zaopiekuje się małymi, które pozostały w gniezdzie? Wybaczcie ten przydługawy wywód, ale przejęłam się losem tej bocianiej rodzinki..


Zamieszczone zdjęcia bocianów nie są mojego autorstwa.

Pozdrawiam Was bardzo wakacyjnie, ciepło, beztrosko!
Dziękuję za wasze odwiedziny i komentarze!

Dziewczyny mam wielką prośbę. Chciałabym nadrobić zaległości czytelnicze, a czeka mnie też  w najbliższym czasie kilka podróży. Co polecacie do poczytania na urlopowy czas :) ?  Będę wdzięczna za podpowiedzi. 

sobota, 18 czerwca 2011

Słodka woń..

Słodka woń jaśminu w wiejskim ogrodzie przypomina mi, że wiosna za chwilkę się skończy. Dla mnie jak co roku, stanowczo za wcześnie. W mgnieniu oka upłynęły ostatnie tygodnie. 
Teraz czekam z utęsknieniem na leniwe, błogie, urlopowe poranki.. Spokojne chwile, kiedy nic nie trzeba.. 
Już niebawem..



Czekają mnie lada moment domowe, wielkie porządki. Od kilku tygodni trwają prace związane z modernizacją i  dociepleniem dachu (chyba nigdy nie miałam tak brudnych okien jak teraz), a nad pyłem i kurzem który wpada do środka przestałam już naprawdę panować. Zanim jednak wprowadzę porządek na większej powierzchni, pokazuję skrzyneczkę na krawieckie drobiazgi. Koronki, guziczki, szpulki zostały nareszcie uporządkowane. 





Pozdrawiam Was serdecznie, życząc słonecznej niedzieli!

wtorek, 14 czerwca 2011

Piękny, czteromasztowy Siedow

Wpadłam wczoraj do urzędu złożyć wniosek o przedłużenie paszportu. Gigantyczna kolejka (to niestety chyba normalna sprawa przed wakacjami) i zapewne byłabym na siebie wściekła, że zostawiłam sprawę na ostatnią chwilę (w domu czekała na mnie pilna, papierowa robota), ale pewien obrazek uspokoił moje emocje..

Przy nabrzeżu vis a vis urzędu cumował gościnnie żaglowiec (w weekend były w mieście Dni morza,  stąd żaglowiec był jedną z atrakcji). Piękny, imponujących rozmiarów rosyjski Siedow.
Po załatwieniu urzędowej sprawy, usiadłam sobie na ławeczce ocienionej drzewami i po prostu się na niego gapiłam! Puste nabrzeże, spokój.. z daleka widać, że po pokładzie snuje się rosyjska załoga.
Niecodzienny widok..


Oba zdjęcia znalazłam w necie (nie miałam ze sobą aparatu), to niżej pochodzi z Gdańska, widać na nim trochę lepiej jego ogromny rozmiary.
Największy na świecie (100 m długości), pływający pod rosyjska banderą, szkolny żaglowiec.


Pozdrawiam Was najcieplej (zanurzona w papierową robotę)!

wtorek, 7 czerwca 2011

Czyżby już lato..?

Szczerze przyznam, że nie wiem jaka jest pogoda w innych miejscach Polski, ale na Pomorzu od weekendu upały (wczoraj w nocy i dziś rano nieco popadało, ale już teraz ponownie ciepło).
W taki czas ciężko usiedzieć w pracy i chociaż obowiązków teraz naprawdę mnóstwo, to dałam się przekonać i pojechaliśmy wczoraj z uczniami na cały dzień nad morze..

Przyjemnie, bardzo przyjemnie..


I wyjątkowo mało ludzi jak na Międzyzdroje..


To zapewne ostatnie chwile takiego spokoju..


I domowe sposoby na chwilkę ochłody..



Spokojnego tygodnia i do miłego!